Co jest z tym leanem?

Tak mnie trochę na refleksję wzięło. Ja siebie uznaję za pasjonata lean, ta filozofia spodobała mi się od początku, jak jeszcze nie nazywałam jej w ten sposób. Jak już dowiedziałam, że to lean, zaczęło się zagłębianie w książki, kontakty ze specjalistami, poszukiwania wiedzy. Im więcej człek wiedział tym bardziej się motał. Bo przecież powinniśmy standaryzować, tworzyć system pull, reagować na problemy w schematyczny i ustrukturyzowany sposób. Zespoły powinny być zaangażowane, bo przecież jesteśmy tu dla wspólnego celu, dla klienta a nie po to, żeby udowodnić, że magazyn jest ważniejszy od produkcji. A co tak naprawdę się dzieje? Jestem pewna, że każdy z Was może sobie inaczej na to pytanie odpowiedzieć i może niekoniecznie będzie to pozytywna odpowiedź.

Nie jesteśmy drugą Japonią, możliwe, że nigdy nie będziemy, nie ma co się oszukiwać. Nasza mentalność i kultura pracy są inne i to pewnie jeszcze długo się nie zmieni. Czy to źle? Nie sądzę mamy wiele fantastycznych cech jako pracownicy, więc potencjał jest duży w nas 😉 Czemu więc tak często obserwuje przemożną chęć do wprowadzania rozwiązań tak samo jak w dolinie kwitnącej wiśni? Skoro tam działa to u nas też musi? ano nie musi i często nie działa.

Rozmawiam ze swoimi studentami, z pracownikami operacyjnymi i tak ich podpytuje co myślą tak naprawdę o lean. Czy to działa, czy rozumieją o co w tym chodzi, jak to rozumieją? Odpowiedzi bywały gorzkie, ale to zawsze cenne wskazówki. Słyszałam między innymi, że lean jest teraz taki modny, że każdy chce mieć, że konsultanci na każdym kroku rosną jak grzyby po deszczu. W firmach natomiast jak się robiło swoje tak nadal się robi, jak był system push tak nadal ma się świetnie, bo łatwiej i wygodniej. Wprowadzamy co najwyżej 5s, bo fajnie wygląda i trochę wstyd nie mieć. Tablice też jakieś są, ale tylko management wie co na nich jest. Poza tym gaszenie pożarów jest nadal sportem narodowym.

No i co teraz? Czy ten cały lean ma w związku z tym racje bytu? Dla mnie ma i za każdym razem jak rozmawiam z kimś o tym to powtarzam, że:

  • Nie kopiujmy rozwiązań. Inspirujmy się owszem, szukajmy tego co dla nas najlepsze. Szyjmy te rozwiązania na nasze firmowe ciało, bo to dla nas ma być funkcjonalne. Wspominałam już, że nie jesteśmy drugą Japonią?
  • Dla mnie lean to określony sposób myślenia plus konsekwencja i od tego powinniśmy zaczynać. Od zarażania tym myśleniem, pokazywania logicznych powiązań, szukania pasjonatów i korzystania z ich potencjału. Z tym musiałam się zmierzyć jak z praktyka zaczęłam wchodzić w teorię i chciałam wdrażać wszystko na raz. Narzędzia do nas przyjdą, będą nas wspierać, ale fundamentu nie zastąpią.
  • Szacunek do załogi jest jedną z najważniejszych kwestii. Ostatnio trafiłam na jednym z portali na komentarz, który o tym przypominał. Przypominał. Powinno być naturalnym dla nas, że w firmie jesteśmy dla jednego celu, nieważne czy to operator, specjalista, dyrektor. Jesteśmy tu dla klienta, wszyscy pracujemy dla jego zadowolenia więc szacunek dla wszystkich członków tej radosnej ekipy powinien być naturalnym zjawiskiem, jak oddychanie czy już teraz owocowe czwartki.

Wierzę w lean. Może trochę za bardzo idealistycznie podchodzę do tematu, ale serio wierzę, że można wyciągnąć to co dla nas najlepsze i budować wartość. Może nie będziemy nie będziemy lean na 100%, ale co to znaczy lean na 100%? Pamiętajmy, że liczy się droga, droga do doskonałości a przygody na niej mogą być różne w różnych firmach, i dobrze. Bądźmy jednak konsekwentni, nie poddawajmy się, bo coś teraz nie wyszło, spróbujmy inaczej. Nie patrzmy na to, że inne firmy mają bajeranckie monitory do pokazywania KPI i piękne, profesjonalne oznaczenia na każdym kroku, szukajmy własnych rozwiązań, róbmy je sami, z pracownikami. Funkcjonalność a nie wygląd jest tym co da nam wartość.

Tako rzecze Baba!

Tak mnie naszło dzisiaj na filozofowanie trochę, trochę słodko gorzko, ale tłusty czwartek już za nami także nie musi być słodko. Poniżej znajdziecie fantastyczne wystąpienie Niklasa Modiga, który opisuje głębszy sens lean, polecam i absolutnie love it!. Zachęcam też do podzielenia się Waszymi refleksjami w komentarzach nawet jak nie będą polukrowane 😉

4 odpowiedzi do “Co jest z tym leanem?”

  1. Ostatnio zostałem zaproszony do dużej firmy.Od roku,codziennie byl tam konsultant.Wskazniki poszły w górę. Super!Ale zaczynam się dopytywać.Po co im do konsultanta koordynator.I cóż osoby zarządzające nie maja czasu zajmować się Lean a ktoś musi. Ok.Prowadza mnie na halę. A tam wyblakłe linie do składowania palet,wózków itp.Jest monitor z planem i wynikami.Pytam się trzech osób o co chodzi.Dostaje trzy różne interpretacje. Tablica do meetingów. Dane z kapelusza,napisy po angielsku i japońskie, trzeba wzrok wytężyć coby coś dostrzec.A oni wciaz dumni.Bo wskaźniki wzrosły,zwolnili kilkaset osób “dzieki”Lean i pytanie do mnie co ja na to.Otoz to nie ma nic wspólnego z Lean.Nic.Reasumujac zgadzam się z Tobą. Tylko w niewiele przypadkach zblizany się do bycia Lean a w wielu mylimy pojęcia bądź jesteśmy na etapie gdzie nie mówmy o Lean a o uporządkowaniu procesów

    1. Cóż za fantastycznie smutny przykład 😉 Ktoś przyszedł zrobił nie najlepszą robotę, kierownictwo też niekoniecznie zaangażowane i bądź tu teraz człowieku mądry i przekonaj pracowników że lean jest tym czego powinni pragnąć. Nielada wyzwanie.
      Myślę jednak że w tym przypadku to właśnie kierownictwo zawaliło, nie dokońca rozumiejąc czym lean jest i do czego tak naprawdę chcą to wykorzystać, reszta, jak to mówią poszła już gładko 😉
      Nie ma co sie jednak poddawać i nawet jak mamy w pojedynczych procesach wykorzystywać podejście lean niech tak będzie, może ta kropla kiedyś skałę rozwierci? chciałabym, ale ja to w ogóle taka marzycielka jestem 🙂

      1. Najzabewniejaze jest fakt ,że kierownictwo szczycie się certyfikatami LeanSix Sigma. Tak sobie cały czas tam myslalem,że w jakiejś ukrytej kamerze jestem .I w głowie mi brzmiało:czy warto się napinać? Moze trzeba iść z prądem i modą swoistą. Ale co by nie bylo:wskazniki tez sa super ważne .Zatem najlepiej jaknyśmy wszelkie procesy usprawniajace ze zdrowym rozsądkiem i celami strategicznymi połączyli i patrzyli w dłuższej perspektywie

  2. Jakis czas zajęło mi stworzenie własnej definicji “Lean”. Z wieloma się zgadzałem oczywiście typu “Eliminacja marnotrawstwa” itp, itd. Moja brzmi “umiejętność logicznego myślenia i wdrażania zmian przy użyciu odpowiednich narzędzi”. I mam wrażenie, że w historii Pana Krzysztofa ewidentnie zabrakło zarówno logiki jak i odpowiednich narzędzi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *